Sierpień 2006

Po powrocie z Afryki

Wyprawa taka jak Serengeti ’06, jest cennym przeżyciem dla osób przygotowujących ją i uczestniczących w niej. Masa pytań, z którymi zwracają się do nas bliżsi i dalsi znajomi, z którymi rozmawiamy o Afryce wskazuje, że warto publikować nie tylko zdjęcia i opisy z wyjazdu do Afryki. Warto dzielić się również własnymi opiniami o tym, co nas spotkało.

Nasze opinie o własnej wyprawie

Czy warto?

Wyprawa taka jak nasza to wiele wysiłku, spore pieniądze i jak się okazało – wiele straconych nerwów. Bardzo wiele czasu spędziliśmy analizując koszy i wartości poznawcze naszej wyprawy i możemy już odpowiedzieć, że ten wysiłek miał sens.

Sądzimy, że największą wartość ma weryfikacja własnych wyobrażeń o miejscach które się odwiedza. Przez lata kształtujemy w sobie opinie, słuchamy opowiadań innych, czytamy, oglądamy filmy. Zawsze jednak budujemy w sobie obraz, który nie zweryfikowany, nie może być prawdziwy.

Jaką Afrykę poznaliśmy?

Z pewnością Afrykę niewiarygodnie pięknych krajobrazów. Afrykę wspaniałych, ciągle dziko żyjących zwierząt. Niestety, poznaliśmy również Afrykę niechlujnych, żyjących w brudzie, leniwych ludzi.
Z każdego z tych powodów – warto było przygotować taki wyjazd i pojechać.

Jeśli ktoś zastanawia się nad odwiedzeniem Afryki wschodniej – polecamy. Chyba nie jest to jednak miejsce dla miłośników poznawania miejscowej, starej, bogatej, narodowej kultury. Są to kraje tylko dla osób pragnących zobaczyć jedne z ostatnich na Ziemi miejsc w których przyroda robi wrażenie, jak gdyby była nietknięta ludzką ręka. Tych miejsc trzeba jednak szukać. Przekonaliśmy się sami, że piękna Afryka wschodnia, to prawie wyłącznie ta schowana w parkach narodowych i rezerwatach.

Kultura Afryki wschodniej

Miasteczka i wioski są nudne i kompletnie nijakie. Jedyne co w nich widać to rozsypujące się lepianki, rozwalające się stragany, sklepy spożywcze z koślawymi ręcznie malowanymi logami CocaColi, prymitywne warsztaty samochodowe pełne złomu od dziesięcioleci zmuszanego do dalszej pracy. Ot taki obrazek. Przy drodze, na straganie z kilku patyków czy desek z daszkiem z resztek palmowych liści lub kawałka zardzewiałej blachy, sprzedaje ktoś owoce, czy warzywa. Zazwyczaj są stare, brzydkie, poobijane. Mimo wycierania jakąś szmatą – brudne.

W Afryce wschodniej trudno znaleźć najmniejsze nawet ślady historii czy kultury narodowej. To, co rzuca się w oczy to jedynie prymitywność i tymczasowość wszystkiego co tworzą ludzie. Ten obraz tak bardzo odbiega od naszych obserwacji z Maroka. Nawet w małych miasteczkach spotykaliśmy tam piękne, kilkusetletnie medyny z łaźniami, meczetami i koranicznymi szkołami. Dawało to poczucie wielkości i trwałości wiekowej kultury, a wręcz dumy narodowej żyjących w nich mieszkańców. W Afryce wschodniej, jedynie północna Uganda ujęła nas czystością i barwnością.

Ludzie w Afryce wschodniej

W stosunkach bezpośrednich, Kenijczycy, Ugandyjczycy i Tanzańczycy są szalenie mili. Jako biali krążący w miejscach nie często odwiedzanych przez turystów, byliśmy natychmiast wyławiani z tłumu, pozdrawiani okrzykiem Jumbo! Gdyby zatrzymywać się przy każdym kto macha do nas z uśmiechem nie zaszlibyśmy daleko :-). Często ktoś zaczepiał nas, pytał z jakiego kraju przyjechaliśmy, jak długo tu już jesteśmy, jak nam się tu podoba. Który z odwiedzonych krajów jest najładniejszy? Czasem oferuje TAXI, czasem Safari, najczęściej jedynie chce porozmawiać. Jedynie kilkakrotnie podeszły do nas dzieci i bardzo grzecznie po angielsku prosiły o jedzenie lub przybory do szkoły. Akurat jedzenia, notesów i długopisów mieliśmy pod dostatkiem. Tylko w Mombasie byliśmy natarczywie zaczepiani przez żebrzące dzieci.

W miejscach gdzie się zatrzymywaliśmy na noc, miejscowi spędzali z nami wiele czasu. Oczywiście wypytując o wszystko, ale i opowiadając z dumą o swoim kempingu, czy hotelu. Dopytują się gdzie już byliśmy, gdzie nocowaliśmy, co nam się podobało? Najczęściej przedstawiają się z imienia i pytają o nasze imiona, często po chwili, a nawet następnego dnia rano, sprawdzają czy pamiętamy jeszcze ich imię, tak jak gdyby chcieli sobie zagwarantować, że pamięć o nich pozostanie gdzieś w Europie.

Wiele osób o bardzo wiele pyta. Przewodnicy, czy strażnicy w parkach chcą się nauczyć choć kilku słów po polsku. W Lake Manyara National Park w Tanzanii, przewodnik wożący na co dzień turystów spytał się z jakiego kraju przyjechaliśmy. Usłyszawszy słowo Polska, powoli z namysłem wymienia kolejno: Papież, Walesa, Popieluszko, Gdansk, Warszawa. Nie dziwi nas to, wszak Polacy przyjeżdżają do Afryki. Okazuje się jednak, że jesteśmy pierwszymi Polakami, z którymi się spotkał. Często jednak słowo Polska nic nie mówi; wyjaśniamy wówczas gdzie w Europie leży nasza Ojczyzna.

Gdy po miesiącu podróżowania po Kenii, Ugandzie i Tanzanii wróciliśmy do Mombas i spotkaliśmy się z pracownikami Maritime Freight, znowu jak w pierwszych dnia naszego pobytu w Afryce – usilnie dopytywali się o nasze opinie o spotykanych ludziach. Ze zdziwieniem reagowali na pozytywne komentarze. Wreszcie uzgodnili wspólną decyzje – postanowili coś nam wyjaśnić. Wg nich, Afrykanie zdecydowanie nie są sympatycznie czy mili. Wprost przeciwnie, są niegrzeczni i nieuczciwi; a zachowania z którymi się spotykaliśmy to jedynie efekt, kodowanego przez wieki, podświadomego odruchu, że w stosunku do białego człowieka trzeba być grzecznym. Że własny los od tego właśnie zależy. Obaj nasi rozmówcy są hindusami.

Pogoda.
Kojarzenie Afryki tylko z upałami i suszą nie jest słuszne, to wiedzieliśmy doskonale. Zima 2006 roku była jednak zaskoczeniem nawet dla mieszkańców krajów, które odwiedzaliśmy. Afrykanie cieszyli się, to podobno pierwsza zima od lat, kiedy była niższa temperatura.

Kilkakrotnie padał deszcz. Prawie codziennie było bardzo pochmurno. Nocą temperatura spadała nawet do 10 stopni. W dzień, ciepło robiło się dopiero koło południa. Maksymalna temperatura, którą zarejestrowaliśmy to jednak 38,2 st. C.

Nie udało nam się zobaczyć wszystkich gatunków zwierząt, których się spodziewaliśmy.
Największy jest kłopot ze znalezieniem w Parkach Narodowych drapieżników. Trafiliśmy dwa razy na lwy – w kraterze Ngorongoro oraz w Masaai Mara. Raz na Gepardy w Masaai Mara oraz dwa razy na Hieny w kraterze Ngorongoro. Na kempingu w Kibale Forest National Park w Ugandzie odwiedził nas Afrykański Dziki Kot. Nigdzie nie zobaczyliśmy nosorożców.

Wiemy jednak, że nawet turyści korzystający w parkach z przewodników nie zawsze widzieli wszystkie zwierzęta. W Serengeti na kempingu Dik-Dik, gdy wieczorem przeglądaliśmy zrobione tego dnia zdjęcia, przysiadła się do nas amerykańska turystka. Była zaskoczona mnogością spotkanych przez nas zwierząt. Oglądała na naszych zdjęciach zwierzęta, których nie widziała mimo jeżdżenia po Serengeti właśnie z przewodnikiem.

Krótki dzień.
To przegapiliśmy, a wystarczyła chwila, by ustalić godziny wschodów i zachodów słońca w danym kraju. Gdy wyjeżdża się latem, podświadomie zakłada się jednak, że dzień jest długi, że będzie się mało czas od świtu o 5 rano, do zmroku o 21. Oczywiście nie jest to prawdą. W okolicy równika, jasno robiło się ok. 7 rano, a ciemno o 19.

W efekcie mieliśmy zdecydowanie mniej czasu, niż zakładaliśmy. Krótki dzień w połączeniu ze stratą kilku dni w porcie w Mombasie zaowocował nam ciągłym kumulowaniem się niewykonanych prac. Notatki, pisanie polskich i angielskich tekstów dla Ondokeo, zgrywanie zdjęć z kart aparatów fotograficznych i nagrywanie płytek DVD ze zdjęciami, często były operacjami robionymi wieczorem po ciemku, przy latarni, czy latarkach.

Afryka wschodnia to tereny na których mieszka ogromna liczba ludzi.
Jeśli ktoś spodziewa się bezkresnej pustki wzdłuż pokonywanych dróg – poza Parkami Narodowymi – zawiedzie się.